czwartek, 22 października 2009

Zeitgeist - linki.

Naprawdę warto zapoznać się z tym tematem. Filmy stanowią wykładnię toku rozumowania za pomocą autorzy doszli do stworzenia Projektu Venus. Nawet jeśli ma się dystans do Zeitgeist, trzeba przyznać, że filmy (zwłaszcza pierwszy) są świetnie nakręcone i stanowią znakomitą rozrywkę.

Zeitgeist - The Movie

Zeitgeist - Addendun

Zeitgeist - The movement

Strona Projektu Venus
Gospodarka surowcowa - nowy, wspaniały świat.

środa, 21 października 2009

Co z tym ściąganiem?

Dziś pozwolę sobie trochę odbiec od tematu polityki. W końcu co za dużo to i świnia nie zje.

Coraz głośniej mówi się o tym, że trzeba w końcu uregulować kwestię kradzieży własności intelektualnej za pośrednictwem internetu. Najgłośniejsi w tej dyskusji są artyści parający się muzyką rozrywkową. Kazik Staszewski po tym, jak nowa płyta Kultu wyciekła do internetu przed premierą określił wszystkich którzy płytę ową ściągnęli złodziejami i „kurwami marnymi”, a zdecydowana większość jego kolegów z branży przyznała mu rację. Artyści zapowiadają wojnę z nową formą piractwa, ponieważ, jak twierdzą, dostępność muzyki w internecie zabija sztukę i nieuchronnie prowadzi do degeneracji sceny muzycznej.
Zajmuję się muzyką już od ładnych paru lat, jednak moje spojrzenie na tą sprawę jest zupełnie inne niż Kazika czy Muńka Staszczyka. Może dlatego, że jestem z innego pokolenia, może dlatego, że w odróżnieniu od nich jestem muzykiem niespełnionym (tzn takim, który nigdy na swojej twórczości nie zarobił prawdziwych pieniędzy), a może dlatego, że ominęła mnie trauma PRLu – nie wiem. Ale mi taka wojna wydaje się bezzasadna.
Tego, że ludzie ściągają muzykę nie da się zatrzymać. Tzn: może by się dało, gdyby ostatecznie ściąganie zdelegalizować i przeprowadzić na masową skalę akcję „policjant w domu”, bo człowiek ma to do siebie, że da się go zastraszyć. Tyle tylko, że chce tego raczej niewielki odsetek społeczeństwa i władza, która zdecydowałaby się wesprzeć artystów w tej „wojnie” poległaby w najbliższych wyborach, co jest pewne jak 2+2=4. Dlatego wątpię, żeby ktoś się na to zdecydował.
Nie wydaje mi się też, żeby ściąganie plików zabijało muzykę. Wręcz przeciwnie – dostępność muzyki wydaje się stymulować jej rozwój. Kapele, które nie miałyby szansy podpisać profesjonalnego kontraktu np. ze względu na to, że są zbyt bezkompromisowe mogę dziś dotrzeć do ludzi bez tego. Wiadomo, że ściąganie bardzo uszczupla pobory tych muzyków, którzy zawodowe kontrakty już podpisali, jednak jako entuzjasta muzyki uważam, że bilans wychodzi zdecydowanie na plus.
W dzisiejszym „Metro” ukazał się artykuł Artura Maszoty opisujący jego pomysł na reformę systemu dystrybucji muzyki. Maszota pisze: „Idealnym rozwiązaniem byłby serwis, który za każdorazowe odsłuchanie nagrania płaciłby artystom część profitu z reklamy wyświetlającej się przy odsłuchu danego utworu (...)”. Pomysł nie tylko znakomity, ale również już realizowany. Takie właśnie rozwiązanie proponuje serwis jamendo.com. Oczywiście procenty należałyby się nie tylko za odsłuchanie, ale również ściągnięcie. Pomysł ten można zastosować (i stosuje się coraz częściej) nie tylko w odniesieniu do muzyki, ale również filmów, słowa pisanego. Jeśli cokolwiek tworzysz, publikujesz swoją twórczość w internecie i chciałbyś na tym zarabiać nic nie stoi na przeszkodzie, aby założyć konto na Google AdSense. I jeśli twojej twórczości uda się zdobyć popularność – zarobisz.
Wymuszone przez rozwój internetu zmiany w systemie dystrybucji własności intelektualnej mają oczywiście również wady. Przede wszystkim upadną nasze ukochane firmy płytowe. O ile się orientuję do kieszeni artysty z kwoty, jaką płaci się za jego płytę trafia ok. 3%. A niby czemu miałoby być więcej? Naprawdę nie wiem, jak świat będzie dalej funkcjonował bez EMI czy Sony Music. Prawdopodobnie funkcjonować przestanie, a na pewno ludzie zapomną co to szczęście. Kolejną wadą jest to, że artystyczny beton (pozwolę sobie nie wymieniać tu konkretnych ludzi czy zespołów, bo po co – i tak wiadomo o co chodzi) będzie musiał wpuścić na scenę młodszych i często zdolniejszych od siebie ludzi i konkurować z nimi o względy publiczności jak równy z równym, co najprawdopodobniej zakończy się ich medialną śmiercią, bo nie mają w tej konkurencji największych szans. Tak będę za nimi tęsknił, że już mi się łzy w oczach zbierają na myśl o tym.

wtorek, 20 października 2009

Polska Partia Internetowa.

Na PPI natknąłem się dzięki serwisowi wykop.pl. Mimo, że sam pomysł wydawał mi się niezły, to po krótkim okresie obserwacji rozwoju projektu przestał mnie interesować. Panował tam straszliwy bałagan, znalazło się tam mnóstwo ludzi przypadkowych, dyskusja nie miała ładu i składu, co więcej wyglądało na to, że PPI będzie zrzeszać ludzi których nie łączy nic oprócz tego, że wszyscy korzystają z sieci – na forum wypowiadali się ludzie o tak skrajnych poglądach, że można się było spodziewać rozpadu partii tuż po jej rejestracji, albo nawet jeszcze przed. Niedawno przypomniałem sobie o projekcie PI i postanowiłem sprawdzić co się dalej z tym pomysłem dzieje. I zostałem bardzo pozytywnie zaskoczony. A przede wszystkim zrozumiałem w końcu na czym polega idea autorów projektu PI.
Pomysł jest taki, aby stworzyć pierwszą bodajże na świecie partię sterowaną oddolnie, w której siła głosu wszystkich członków będzie taka sama, w której każdy będzie mógł zaproponować własne pomysły. Na pierwszy rzut oka wygląda to dość niepoważnie, jednak już kilka chwil spędzonych na stronie Polskiej Partii Internetowej pozwala zauważyć, że jej twórcy nie porywają się z motyką na słońce, ale proponują nowy, przemyślany i zgodny z duchem czasu model organizacji politycznej. To każe traktować PPI nie tylko jako tworzącą się nową siłę na Polskiej scenie politycznej, ale jako wynalazek. Rozwiązania proponowane przez PPI jeszcze za naszego życia mogą stać się standardem. Dlatego moim zdaniem warto bacznie przyglądać się rozwojowi tej idei.

http://www.plpi.pl/

poniedziałek, 19 października 2009

Co wolno ABW? cz.2

To, co zrobił Jacek Mąka to czystej wody przegięcie. Wygrzebanie materiałów operacyjnych ABW, której Mąka szefuje w celu wykorzystania w prywatnej sprawie przeciwko dziennikarzowi „Rzeczypospolitej” Cezaremu Gmyzowi pokazuje szefa ABW jako człowieka stojącego ponad prawem. Przegiął też prokurator, dopuszczając te materiały do sprawy.
Przede wszystkim należy zadać pytanie: w jakim celu ABW wolno stosować podsłuchy? Wydawałoby się, że tylko wtedy, gdy zagrożone jest bezpieczeństwo wewnętrzne, na którego straży ta służba ma stać. Nagrania Gmyza zostały dokonane w trakcie śledztwa w sprawie handlu aneksem do raportu o WSI przeciwko Wojciechowi Sumlińskiemu. Gmyza nagrano, gdy razem z innym dziennikarzem zastanawiał się jak odwieźć Sumlińskiego od próby samobójczej. Nie wiem, co to z bezpieczeństwem wewnętrznym państwa miało wspólnego, dlatego oczywistym wydawałoby się zniszczenie owych nagrań tuż po zakończeniu sprawy, a nawet wcześniej: po odsłuchaniu rozmowy ze zrozumieniem. Tymczasem nagrania nie zostały zniszczone, więcej, Mąka doskonale o nich pamiętał i sięgnął po nie, gdy tylko okazały się przydatne w prywatnym celu. Mąka nie miał prawa tego zrobić. Prokurator nie miał prawa dopuścić tych nagrań do procesu.
Jeśli Tusk jest konsekwentny, to po odwołaniu szefa CBA za to, że wykorzystywał służby dla celów politycznych, powinien natychmiast odwołać również Mąkę, za prywatę. Myślę, że czas najwyższy zastanowić się nad tym, komu tak na dobrą sprawę supertajne agencje rządowe mają służyć. Teoretycznie społeczeństwu. W praktyce jednak jak widzimy jest inaczej. Myślę, że trzeba z tym coś zrobić. Służby muszą być kontrolowane z zewnątrz. Wydaje mi się też, że warto byłoby się zastanowić nad zmniejszeniem ich liczby. Dlaczego np. CBA jest organem samodzielnym, a nie departamentem ABW, mimo że ze statutu owych służb logicznie by to wynikało? Uregulować powinno się również kwestię, w jakiej sytuacji służby mogą podsłuchiwać.
Wszystkim, dla których ukaranie przestępcy jest ważniejsze niż prawa obywatelskie dedykuje słowa mistrza Żakowskiego przeczytane w dzisiejszej „Gazecie Wyborczej”: „Jest więc powód, by się tym niepokoić. Bo świadczy to, że nikt nie chroni nas przed nadużyciem metod operacyjnych. Każdy może więc stać się celem nielegalnych działań prowadzonych pod pretekstem ewentualnych potrzeb wymiaru sprawiedliwości. To już są znamiona państwa policyjnego”. Już zapomnieliśmy jak się żyje w państwie policyjnym?

sobota, 17 października 2009

Gospodarka surowcowa - nowy, wspaniały świat.

System monetarny jest czymś tak powszechnym, że jawi się nam, ludziom, niemalże jako naturalny, jako jedno z praw fizyki. Pieniądze od zawsze są w naszym życiu, życie bez pieniędzy (o ile takie jest w dzisiejszym świecie w ogóle możliwe) jednoznacznie kojarzy nam się z biedą. I mimo, że wszyscy doskonale wiedzą ile zła generuje ten system, to nikt jak dotąd nie próbował stworzyć dla niego alternatywy, o wcielaniu jej w życie nie wspominając. Tymczasem jest alternatywa. I muszę przyznać, że nowa idea brzmi bardzo atrakcyjnie.
Świat w systemie monetarnym oparty jest na chęci materialnego zysku jako głównym motywatorze do pracy. Chęć zysku motywuje jednak nie tylko do niej, ale również do szukania sposobów bogacenia się kosztem innych ludzi. Obecnie 50% dóbr wytwarzanych przez świat jest kontrolowane przez 1% populacji. Oczywiste jest, że nie jest to system sprawiedliwy, bo to, czy znajdziesz się wśród tego uprzywilejowanego 1% czy wśród ogromnej grupy ludzi żyjących za mniej niż 2 dolary dziennie w mniejszym stopniu zależy od ilości i jakości twojej pracy niż od tego, gdzie i w jak zamożnej rodzinie się urodziłeś.
Projekt Venus ma na celu stworzenie i przetestowanie systemu lepszego niż monetarny, w którym ludzkie działania nie będą podporządkowane indywidualnej chęci zysku, ale ogólnemu dobru ludzkości. Autorzy projektu roztaczają przed nami wizję świata bez głodu i wojen, bez rabunkowej gospodarki, bez pieniądza, bez religii, której rolę procesie tłumaczenia ludziom niewyjaśnionych zjawisk ma przejąć nauka.
W idei Projektu Venus trudno nie dopatrzyć się podobieństw do marksowskiej wizji społeczeństwa socjalistycznego jako ostatniego etapu cywilizowania się ludzkości. Widać też ślad myśli Platona (społeczeństwo rządzone przez naukę). Jest też jednak nowy element: ludzie mają sprawować nad takim organizmem władzę wspólnie, za pośrednictwem internetu. Internet ma być więc tym narzędziem, którego realizatorom myśli Marksa zabrakło.
Będę uważnie przyglądał się w przyszłości rozwojowi Projektu Venus. Ta idea ma szansę okazać się ważną w skali historii.

NWO oddział Polska.

Co kryje się pod nazwą New World Order (NWO)? W dużym skrócie jest to plan powołania światowej administracji, czyli innymi słowy stworzenie jednego, światowego państwa, utworzenia światowego rządu, któremu wszystkie narodu mają być podporządkowane. Muszę przyznać, że po obejrzeniu filmu „Zeitgeist” zacząłem się zastanawiać nad tym, czy w tej spiskowej teorii dziejów współczesnych nie ma przypadkiem odrobiny prawdy. Argumenty twórców filmu przedstawiają jasne i logiczne argumenty za istnieniem planu wprowadzenia nowego światowego porządku i że wizja przyszłości przedstawiona w nim jest niezbyt miła.
I że jakkolwiek autorów filmu można uznawać za nawiedzonych to faktem jest, że istnieje coś takiego, jak Komisja Trójstronna, w której zasiadają osoby z Europy, Japonii i Ameryki Północnej. Komisja ta została założona przez Davida Rockefellera w 1973 r., w celu zintensyfikowania współpracy pomiędzy krajami tych kontynentów. Zgodnie z logiką „Zeitgeist” Komisja Trójstronna wygląda na zalążek nowego, światowego rządu. Zebrania komisji są całkowicie tajne, nikt nie wie, czym ona się tak naprawdę zajmuje. Wiadomo jednak, że w komisji zasiadała większość prezydentów USA, a także wiele publicznych osób z Polski. Wymienię chociażby Andrzeja Olechowskiego, Janusza Palikota, redaktora naczelnego „Polityki” Jerzego Baczyńskiego oraz Marka Belkę.
Muszę przyznać, że mam raczej pozytywny stosunek do wszystkich wymienionych wyżej postaci. I nie wiem, czy w tej sytuacji powinienem raczej martwić się tym, że ludzie zaangażowani w NWO mięli lub nadal mają istotny wpływ na polską politykę i media, czy raczej cieszyć się z tego, że najważniejsze dla świata decyzje, także te które nie trafiają do mediów, nie są podejmowane bez udziału Polaków.

Co wolno ABW?

"- Nie miałem złudzeń, że być może jestem podsłuchiwany. Prawdziwy szok przeżyłem, gdy uświadomiłem sobie że jest medialny dowód na to, że jakiś dziennikarz jest podsłuchiwany przez służby" powiedział w TVN 24 dziennikarz tej stacji Bogdan Rymanowski.
http://wiadomosci.onet.pl/2062009,11,znani_dziennikarze_podsluchiwani_przez_abw_jestem_w_szoku,item.html
Rymanowski był podsłuchiwany w związku ze sprawą domniemanego handlu aneksem do raportu o WSI. W materiałach ABW wystąpił w rozmowie z Cezarym Gmyzem, reporterem śledczym "Rzeczpospolita".
Może i podsłuchiwanie dziennikarzy było konieczne aby bezpieczeństwo wewnętrzne państwa nie zostało narażone, jednak ta sprawa daje do myślenia. Wychodzi na to, że ABW wolno podsłuchiwać każdego, nawet jeśli nie jest o nic podejrzany.
 
Najlepsze Blogi Polityczne Blogowisko.org