wtorek, 13 października 2009

Co Grzegorz Napieralski robi źle.

SLD zdycha. Zanim szefem tej partii został Grzegorz Napieralski partia ta, po oczyszczeniu z ludzi skompromitowanych aferą Rywina zdawała się iść w dobrym kierunku. Wydawało się, że stanowi całkiem rozsądną alternatywę dla obozów „solidarnego” i „liberalnego”, że mimo poniesienia ogromnych strat nadal jest partią poważną, z pomysłem na rządzenie a przynajmniej konstruktywną działalność w opozycji. I właśnie w tym momencie Napieralski został mianowany jej szefem.
Od początku flirtował z PiS, mimo że w wyborach do parlamentu SLD reklamowała się jako gwarancja odsunięcia od władzy Kaczyńskiego i końca IV RP. Jako (były) wyborca SLD poczułem się rozczarowany. Po co ten flirt? Napieralski liczy na to, że podlizując się Kaczyńskiemu zyska zdolność koalicyjną i przy zmianie warty, jaka miałaby nastąpić w wyniku afer i więcej niż prawdopodobnej nachalnej propagandy w mediach „publicznych” uda mu się wejść do rządu. Myślę, że to z jego strony dość naiwne. Podobnie jak wszystko co robi.
Napieralski, wchodząc z PiSem w spółkę na rzecz przejęcia TVP liczył na to, że uda mu się odzyskać wpływ na telewizję. PiS miał wziąć jedynkę, a SLD dwójkę. Co prawda sojuszowi udało się obsadzić stanowisko szefa dwójki swoim człowiekiem, jednak wygląda na to, że wpływ Rafała Rastawickiego na kształt programu będzie zerowy. W „Gazecie Wyborczej” czytamy:
Rastawicki nie może prawicowych programów zdjąć, bo TVP podpisała na nie umowy do końca ramówki (umowy kończą się w grudniu – styczniu, na ich zerwanie musiałby zgodzić się zarząd). Nie może też przyjąć do „Dwójki” swoich ludzi, by przygotowali mu nowe programy do kolejnej ramówki, bo w firmie trwają zwolnienia grupowe, a przez rok od ich zakończenia nie można nikogo zatrudnić na miejsce zwalnianych. Mógłby teoretycznie zamówić produkcję nowych programów na zewnątrz, ale każdą umowę o wartości ponad 300 tys. zł (a tyle kosztuje najskromniejszy cykl publicystyczny) musi zatwierdzić Szwedo. Ten zaś nie jest zainteresowany jakimikolwiek zmianami programowymi w „Dwójce”. I tak koło się zamyka (Agnieszka Kublik – Na Woronicza cała władza w ręce PiS).
Wydaje mi się, że SLD szansę na odegranie jeszcze kiedyś roli w Polskiej polityce miałby tylko wtedy, gdyby wziął się do pracy i ustalił program, który przemówiłby do wyborców bardziej niż programy konkurentów. Tymczasem jakoś nie mogę sobie przypomnieć, kiedy Napieralski ostatni raz powiedział coś konstruktywnego. Obecnie głównie głośno krzyczy i liczy na to, że uda mu się tym krzykiem zwrócić na siebie uwagę wyborców głosujących „przeciwko”, a nie „za”. To też wydaje mi się naiwne – ta część społeczeństwa i tak zagłosuje na PiS. Najbardziej prawdopodobnym skutkiem strategii Napieralskiego będzie odwrócenie się od sojuszu ludzi o lewicowych przekonaniach, dla których ważniejsze od emocji są treści merytoryczne. Naiwność z jaką kieruje sojuszem pozwala podejrzewać, że krajem kierowałby dokładnie tak samo.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

 
Najlepsze Blogi Polityczne Blogowisko.org