Dziś pozwolę sobie trochę odbiec od tematu polityki. W końcu co za dużo to i świnia nie zje.
Coraz głośniej mówi się o tym, że trzeba w końcu uregulować kwestię kradzieży własności intelektualnej za pośrednictwem internetu. Najgłośniejsi w tej dyskusji są artyści parający się muzyką rozrywkową. Kazik Staszewski po tym, jak nowa płyta Kultu wyciekła do internetu przed premierą określił wszystkich którzy płytę ową ściągnęli złodziejami i „kurwami marnymi”, a zdecydowana większość jego kolegów z branży przyznała mu rację. Artyści zapowiadają wojnę z nową formą piractwa, ponieważ, jak twierdzą, dostępność muzyki w internecie zabija sztukę i nieuchronnie prowadzi do degeneracji sceny muzycznej.
Zajmuję się muzyką już od ładnych paru lat, jednak moje spojrzenie na tą sprawę jest zupełnie inne niż Kazika czy Muńka Staszczyka. Może dlatego, że jestem z innego pokolenia, może dlatego, że w odróżnieniu od nich jestem muzykiem niespełnionym (tzn takim, który nigdy na swojej twórczości nie zarobił prawdziwych pieniędzy), a może dlatego, że ominęła mnie trauma PRLu – nie wiem. Ale mi taka wojna wydaje się bezzasadna.
Tego, że ludzie ściągają muzykę nie da się zatrzymać. Tzn: może by się dało, gdyby ostatecznie ściąganie zdelegalizować i przeprowadzić na masową skalę akcję „policjant w domu”, bo człowiek ma to do siebie, że da się go zastraszyć. Tyle tylko, że chce tego raczej niewielki odsetek społeczeństwa i władza, która zdecydowałaby się wesprzeć artystów w tej „wojnie” poległaby w najbliższych wyborach, co jest pewne jak 2+2=4. Dlatego wątpię, żeby ktoś się na to zdecydował.
Nie wydaje mi się też, żeby ściąganie plików zabijało muzykę. Wręcz przeciwnie – dostępność muzyki wydaje się stymulować jej rozwój. Kapele, które nie miałyby szansy podpisać profesjonalnego kontraktu np. ze względu na to, że są zbyt bezkompromisowe mogę dziś dotrzeć do ludzi bez tego. Wiadomo, że ściąganie bardzo uszczupla pobory tych muzyków, którzy zawodowe kontrakty już podpisali, jednak jako entuzjasta muzyki uważam, że bilans wychodzi zdecydowanie na plus.
W dzisiejszym „Metro” ukazał się artykuł Artura Maszoty opisujący jego pomysł na reformę systemu dystrybucji muzyki. Maszota pisze: „Idealnym rozwiązaniem byłby serwis, który za każdorazowe odsłuchanie nagrania płaciłby artystom część profitu z reklamy wyświetlającej się przy odsłuchu danego utworu (...)”. Pomysł nie tylko znakomity, ale również już realizowany. Takie właśnie rozwiązanie proponuje serwis jamendo.com. Oczywiście procenty należałyby się nie tylko za odsłuchanie, ale również ściągnięcie. Pomysł ten można zastosować (i stosuje się coraz częściej) nie tylko w odniesieniu do muzyki, ale również filmów, słowa pisanego. Jeśli cokolwiek tworzysz, publikujesz swoją twórczość w internecie i chciałbyś na tym zarabiać nic nie stoi na przeszkodzie, aby założyć konto na Google AdSense. I jeśli twojej twórczości uda się zdobyć popularność – zarobisz.
Wymuszone przez rozwój internetu zmiany w systemie dystrybucji własności intelektualnej mają oczywiście również wady. Przede wszystkim upadną nasze ukochane firmy płytowe. O ile się orientuję do kieszeni artysty z kwoty, jaką płaci się za jego płytę trafia ok. 3%. A niby czemu miałoby być więcej? Naprawdę nie wiem, jak świat będzie dalej funkcjonował bez EMI czy Sony Music. Prawdopodobnie funkcjonować przestanie, a na pewno ludzie zapomną co to szczęście. Kolejną wadą jest to, że artystyczny beton (pozwolę sobie nie wymieniać tu konkretnych ludzi czy zespołów, bo po co – i tak wiadomo o co chodzi) będzie musiał wpuścić na scenę młodszych i często zdolniejszych od siebie ludzi i konkurować z nimi o względy publiczności jak równy z równym, co najprawdopodobniej zakończy się ich medialną śmiercią, bo nie mają w tej konkurencji największych szans. Tak będę za nimi tęsknił, że już mi się łzy w oczach zbierają na myśl o tym.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
wyjebało mi komentarz.. piszę jeszcze raz :)
OdpowiedzUsuńczytałem ten sam artykuł dziś jadąc do pracy, moje zdanie jest podobne, myślę że im szybciej Ci 'artyści' zaczną myśleć jak wykorzystać sieć do promocji i sam proceder ściągania plików tym lepiej dla ich kieszeniu
swoją drogą ciekaw jestem jaki Kazik widzi sens robienia muzyki skoro nazywa swoją publikę kurwami marnymi, utryzmując że nie robi jej dla pieniędzy, co lepsze jak musi się czuć na scenie gdzie 95% publiki dla której tak pięknie śpiewa to kurwy marne..